Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki...
Szukaj wyników w...

Wyszukaj

Pokazywanie wyników dla tagów 'harry'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum

  • Forum Główne
    • Regulaminy
    • Nowości i zmiany
    • Funkcjonowanie forum
    • Świat użytkownika
    • Sprawy serwerów
    • Rekrutacja
    • Wspomóż Nas
  • Centrum Wydarzeń
    • Konkursy
    • Turnieje
    • Eventy
  • Strefa banów
    • Wstaw screenshoty
    • Prośby o odbanowanie
    • Cziterzy - Zgłoś Czitera!
  • Counter-Strike 1.6
    • Pijemy-Rozrabiamy.pl [Only DD2]
    • Pijemy-Rozrabiamy.pl [Only DD2 #2]
    • Pijemy-Rozrabiamy.pl [Only DD2 #3]
    • Pijemy-Rozrabiamy.pl [4Maps]
    • Pijemy-Rozrabiamy.pl [CS:GO MOD #1]
    • Pijemy-Rozrabiamy.pl [4FUN]
    • Pijemy-Rozrabiamy.pl [BF2 + FFA]
    • Pijemy-Rozrabiamy.pl [GunGame]
    • Pijemy-Rozrabiamy.pl [COD 501]
    • Pijemy-Rozrabiamy.pl [DeathRun]
    • Pijemy-Rozrabiamy.pl [Zombie Escape]
    • Pijemy-Rozrabiamy.pl [Zombie Plague]
    • Pijemy-Rozrabiamy.pl [Mix]
  • Counter-Strike: Global Offensive
  • Team Speak 3
  • Świat okiem Redaktora
  • AMXX & Mody
  • Świat gier
  • Grafika
  • Typer Sportowy
  • Hydepark
  • Wysypisko

Kategorie

  • Counter Strike 1.6
    • Gotowe Paczki
    • Pluginy .amxx + .sma
    • Aplikacje/Modyfikacje
    • Modele
    • Modele Broni
    • Mapy
    • RoundSound
    • Spray
  • Counter Strike Global Offensive
    • Pluginy .smx + .sp
    • Aplikacje/Modyfikacje
    • Pliki/Modele
    • Gotowe Paczki
    • Mapy
  • IPS Community Suite 4.x
    • Aplikacje i Pluginy
    • Style
    • Pliki językowe

Kategorie

  • Test wiedzy o PR
  • Serwery PR
  • Gry
  • Sporty
  • Filmy
  • Oblicza Historii
  • Osobowe
  • Inne

Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


Miejscowość:


Zainteresowania:


Steam:


Imię:


Gadu-Gadu:

Znaleziono 11 wyników

  1. Zwolnienie (powyżej 3 dni nieobecności): Nick: Harry z Tybetu Data: 09.07 - 23.07 Powód: Wypadek przy pracy, potrzebna rekonwalescencja
  2. Zobacz ten quiz Test wiedzy o filmie Harry Potter Test dotyczy filmu o Harrym Potterze Przesyłający kolaokl Rodzaj Tryb oceniany Czas 10 minuty Wszystkie pytania 15 Kategoria Filmy Przesłane 26.01.2018  
  3. Usprawiedliwienie Nick: Harry z Tybetu Ile czasu Cię nie było: 01.07-06.07 Powód: Drugie zmiany w pracy
  4. Zwolnienie (powyżej 3 dni nieobecności): Nick: Harry z Tybetu Data: 17.06 - 21.06 Powód: Drugie zmiany w pracy
  5. Zwolnienie (powyżej 3 dni nieobecności): Nick: Harry z Tybetu Data: 07.06-10.06 Powód: Sprawy prywatne
  6. Na wstępie pragnę Was przeprosić za wprowadzenie w błąd. W poprzedniej części obiecałem Wam Rzym oraz Watykan, ale ten pierwszy okazał się tak rozległy, że na ten drugi musicie zaczekać do kolejnej części. #Dzień 3. Miasto kontrastów, macanie historii oraz dziura w kopule Po opuszczeniu Maranello czekała nas długa droga do stolicy Włoch. Tak samo jak w przypadku dojechania do Bolonii, tak i tutaj dobiliśmy późną porą do następnego lokum. Nie był to hotel, a wynajmowane przez Włocha prywatne mieszkanie właśnie dla turystów, to też z tego powodu nie robiłem tam zdjęć, więc musicie mi uwierzyć na słowo. Mieszkanie to było dosłownie zabite różnego rodzaju starociami. Istny skansen, muzeum wszystkiego. Na każdej półce stały tysiące starych, zakurzonych figurek, posążków, książek, a na szafach leżały stare, obite skórą walizki podróżnicze, po których pnącza swe rozkładały przeróżne rośliny. Co ciekawe, z tego co udało się memu czujnemu oku podpatrzeć to u sąsiadów też właśnie tak było, więc wnioski można wysunąć samemu. Przejdźmy jednak do dnia następnego. W poprzedniej części napisałem, że ludzie z tak bogatą historią rozwoju cywilizacyjnego nie potrafią jeździć i nie tylko. Dlaczego i nie tylko? Otóż po wyjściu na zewnątrz światło dzienne ukazało przed nami to, co skutecznie skryła przed nami noc. Jeżeli sądzicie, że w Polsce na ulicach jest brudno, leży za dużo papierków, petów itp., to po spacerze ulicami stolicy Włoch zmienilibyście zdanie w tempie pędzącego teżewe. To samo tyczy się z resztą potagowanych szprejami ścian. Pozwolę sobie też na chwilę wrócić do spraw motoryzacyjnych. Włosi zupełnie nie dbają o swoje auta, ponieważ... nie ma to najmniejszego sensu. Wszyscy jeżdżą tak jak im się podoba, a poobijane auta są na porządku dziennym. Jadąc któregoś razu autostradą widziałem kobietę rozmawiającą przez telefon podczas prowadzenia samochodu, którego otwór na szybę boczną przednią od strony kierowcy był zaklejony taśmą w taki sposób, że nic przez niego nie było widać, a przed tym samochodem jechał kolejny, który nie miał obydwu lusterek. Istna Sodoma i Gomora na ulicach. Naprawdę zdumiewające jest to w jaki sposób społeczeństwo, które stworzyło podwaliny cywilizacji potrafi zaniedbać własny ogródek. Przejdźmy jednak dalej. Trzeciego dnia obraliśmy za cel zwiedzenie Koloseum, Forum Romanum, Palatyn, Zamku Świętego Anioła, oraz Panteonu. Dostaliśmy się tam metrem, które jak się okazało było przystosowane dla wózków inwalidzkich, lecz część wind nie działała, tak samo jak część ruchomych schodów. To co jednak zasługuje na pochwałę to praca włoskiej policji oraz obsługi metra. Pomogli nam w metrze dwa, lub trzy razy prowadząc nas do pociągu, którym dojechać mieliśmy na stację pod samym Koloseum, a potem wrócić do wynajętego mieszkania. Po wyjściu ze stacji metra naszym oczom ukazało się Koloseum. Potężna, stworzona z kamienia, wprawiająca w zachwyt budowla. Mimo remontów prowadzonych praktycznie w każdym możliwym miejscu tego kolosa, sprawiał on wrażenie niezniszczalnego. Oczywiście z wcześniej zakupionymi biletami dostanie się do środka było o wiele szybsze niż gdybyśmy ich nie kupili online, kolejka bowiem ciągnęła się na jakieś sześćdziesiątdziewięć -hehe- kilometrów. Najlepsze jednak było to, że przy wejściu stały bramki, uzbrojona ochrona w postaci Carabinieri z wykrywaczami wszystkiego co złe. Nawet na lotniskach tak nie trzepią jak tam. W środku Koloseum było jeszcze wspanialsze. Oczami wyobraźni można by zobaczyć te dziesiątki tysięcy ludzi ubranych w piękne, zwiewne szmaty, wrzeszczące na widok rozlewanej w hektolitrach krwi podczas walk na Arenie. Cała budowla robi przeogromne wrażenie tak i z zewnątrz jak i wewnątrz, ale nie tylko do środka można było zajrzeć z wyżej położonych pięter. Kiedy spojrzałem z ów wyższego poziomu na ulice zobaczyłem coś co podziałało na wyobraźnię. Wojsko. Wyglądało to tak jakby kraj wprowadził stan wojenny. Ulice zablokowane, kontrole co poniektórych turystów. Ciarki po plecach przeszły, jednak szybko o tym zapomniałem kiedy przeszedłem na drugą stronę Koloseum i zobaczyłem resztę atrakcji, które mieliśmy niedługo zwiedzić, a trochę ich było. Pierwszą z nich było Forum Romanum, główny plac miejski w starożytnym Rzymie. Spacer z Koloseum do Forum Romanum, o ile mnie pamięć nie myli, nie trwał dłużej niż parę dłuższych minut, a już na miejscu można było dosłownie posadzić swoje czetrylitery na kamieniach historii. Można je było dotykać, macać, przytulać czy tam lizać i nikt sobie z tego nic nie robił. Atrakcja raczej statyczna, ale za to, jeżeli ktoś zainteresowany, bardzo rozwojowa. Jeżeli chodzi o zatłoczenie, to nawet jak na sam środek niesezonu było bardzo tłoczno. Temperatura oscylowała w okolicach sześćdziesięciudziewięciu -hehe- stopni, więc było całkiem ciepło, chociaż długie spodnie i pulower były wskazane, wszak na sam tiszert było zbyt chłodno. Nie będę już dalej tłukł o kamieniach, więc zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć z tego miejsca. Następnym punktem, do którego spacer był krótki jak skrzydło komara, był Palatyn. Po drodze zawitaliśmy także w budynku, który dokładnie przedstawiał architekturę ówczesnych dworków. Wracając jednak do Palatyny. Wzgórze Rzymu, na którym żyli ci o nieco cięższej sakiewce. Jeżeli o moje wspomnienia chodzi to właśnie Palatyn wywarł na mnie największe wrażenie. Piękne, wysokie drzewa piniowe, pod linijkę przycięte krzewy, zadbane ścieżki, oraz drzewa cytrusowe, na których rosły chybalimonki lub innecytryny, odgrodzone pięknymi płotami od dłoni potencjalnej Ewy, tej od Adama. Cisza, spokój, klimat raczej biblioteczny niż targowy, a cała atmosfera wspierana akompaniamentem śpiewu ptaków. Widoki z tegoż wzgórza także wprawiały w stan błogości i chęci pozostania tam na zawsze, a przynajmniej na dłużej niż zaplanowane. Forum Romanum, Bazylika Maksencjusza, Koloseum, Łuk Tytusa i wiele, wiele więcej. Zamek Świętego Anioła. Możecie go kojarzyć z filmu Anioły i Demony, kiedy to T.Hanks udał się do ów zamku, a miecz trzymany przez Anioła wskazał mu drogę do ukrytego wejścia, czy jakoś tak. Anioł naprawdę tam stoi, naprawdę trzyma miecz skierowany klingą w dół. Sam zamek, tak samo jak reszta atrakcji robi niesamowite wrażenie, ale to co najlepsze w nim to widoki na resztę miasta. Podziwiać można je z każdej strony, gdyż twierdza jest kształtu owalnego. Na pięterku, dookoła zamku znajdują się restauracje, wejścia do różnych, pięknie wymalowanych komnat oraz mini-muzea. Z tego też miejsca można obejrzeć cały Rzym. Tutaj jednak było dużo bardziej tłoczno aniżeli w Koloseum czy Forum Romanum łamaneprzez Palatynie, więc przebicie się do wejścia kosztowało nas dość sporo wysiłku. W drodze powrotnej do metra obok Koloseum zahaczyliśmy o Panteon. Z tego co udało mi się ustalić jest to jeden z ostatnich, o ile nie ostatni budynek z tamtych czasów, który przetrwał w praktycznie nienaruszonym stanie i co mogę potwierdzić, był to jeden z niewielu głównych zabytków gdzie wokół nie było żadnych rusztowań czy żurawi. W środku pięknie zachowany mimo dosłownej rzeszy turystów zalewającej ów miejsce. Kiedy tam weszliśmy, ciężko było skupić się na rzeźbach i niesamowitej kopule właśnie przez ilość gapiów, którzy przebywali w tym samym czasie w środku. Po wyjściu z Panteonu zaczęło się już ściemniać, więc udaliśmy się w drogę powrotną, która także okazała się bardzo ciekawa pod względem wizualnym. Noc przykryła to co odkrył dzień, a wokół zabytki zostały podświetlone lampami co nadało Rzymowi zupełnie odmienny wygląd. Na tym zakończymy ten intensywny dzień, podczas którego zwiedziliśmy większość wspaniałych zabytków tego miasta. Następna część artykułu będzie dotyczyła Watykanu oraz wyjazdu nad Morze Śródziemne do miejscowości Anzio. Czekajcie z niecierpliwością!
    • Tryb oceniany
    • 10 minuty
    • 15 pytania
    • 98 Graczy
    Test dotyczy filmu o Harrym Potterze
  7. Sylwester dwatysiące szesnasty - dwatysiące siedemnasty był dla mnie wyjątkowy z kilku powodów. Pierwszym z nich niechaj będzie fakt, iż ów sylwestra spędziłem z moimi rodzicami i bratem, czego nie robiłem od kilku dobrych lat. Drugim natomiast niech pozostanie fakt, że spędziłem go bez uwydatniającego się kaca na pierwszy, drugi, bądź jak już kiedyś się zdarzało trzeci dzień nowego roku. Trzecim i właściwie najlepszym powodem, przez który uznaję podbicie ostatniej cyfry w kalendarzu o jeden stopień za najbarwniejszy jest fakt, że tego sylwestra spędziłem we Włoszech. Do napisania tego tekstu zbierałem się grubo ponad sześćdziesiąt dziewięć -hehe- lat, ale w końcu trzeba kopnąć się piętą w zad, ażeby coś powstało. Do Włoch wyjechaliśmy dwudziestegoósmego grudnia dwatysiąceszesnastego roku. Sumarycznie mieliśmy zrobić około dwatysiące pięćset sześćdziesiąt siedem kilometrów, siedemset dwadzieścia sześć metrów i sześćdziesiątdziewięć -hehe- centymetrów, więc podróż zapowiadała się obficie. Plan obejmował przejazd przez Szwajcarię i jej Alpy, a potem wjazd do Włoch od strony jeziora Como, następnie Bolonia, Maranello, Rzym, Watykan, Anzio, Monte Cassino, Pompeje, Rzym, Piza i powrót do domu przez Genuę, a cała wyprawa zajęła osiem bardzo pięknych i ciepłych dni. #Dzień 1. - Przejazd przez Szwajcarię i późny dojazd do Bolonii Wyjechaliśmy o brzasku. Pogoda dopisywała nam od samego początku podróży, a w powietrzu unosił się aromatyczny zapach kawy z termosu. Temperatura jak na grudzień była dość wysoka, chociaż w wyższych partiach gór wciąż potrafiła przymrozić zadnie części ciała po wystawieniu tychże poza puszkę na kółkach. Mijały kilometry, droga wspinała się coraz wyżej, a my dzielnie brnęliśmy do przodu przez pejzaże, które zdawały się nigdy nie przestawać zaskakiwać. Co chwila mijaliśmy coraz to inne jeziora, wykute w skale drogi, tunele, przejazdy nad urwiskami czy mosty. Wszystko to okraszone było przepięknymi alpejskimi skałami. Niestety moi rodzice nie nadali ów podróży statusu "fotograficzna", więc na zdjęcia miałem bardzo mało czasu, a część z nich była spaczona brudną szybą samochodu. Bolonia, miasto w którym narodził się sos do włoskiego spaghetti. Miasto, do którego dojechaliśmy w momencie, w którym dzień poszedł chlać z kumplami do baru w jednej z wąskich ulic, zostawiając swojego ciemniejszego brata na straży. Niestety ciemniejszy brat jest ciemniejszy nie tylko z wyglądu, ale i na umyśle, więc pozwala ludziom złym na czynienie niedobra. Na całe szczęście miejsca gęsto zaludnione skutecznie odstraszają rzezimieszków od poczynań społecznie uznawanych za złe, a przynajmniej od nas odstraszały, choć gdzieniegdzie na bruku dostrzec można było bordowe wykwity przypominające o czyhających tu niebezpieczeństwach. Po zameldowaniu się w hotelu, ruszyliśmy w miasto podejrzeć cywilizację zza górskiej granicy. Tak oto znaleźliśmy się w centrum Bolonii. Jeżeli o samo miasto chodzi, to jak się później okazało, było ono jednym z czystszych miast, które odwiedziliśmy. Drogi w mieście, z resztą jak i w całych Włoszech, spokojnie można porównać do tych polskich. Różnica polega jednak na tym, że już w tym miejscu widać ekhm... włoski temperament. Włosi jeżdżą tak jak im się podoba, jakby brali udział w niekończącym się wyścigu donikąd, a nie tak jak powinni jeździć ludzie z tak bogatą historią rozwoju cywilizacyjnego. Z resztą nie tyczy się to tylko i wyłącznie jazdy, ale o tym później. To co rzucało się w oczy to mnogość zakładów, których specjalizacją były wyroby ręczne różnych przedmiotów użytku codziennego. Biżuteria, rękawiczki, buty, naczynia etc.. Oraz ilość restauracji. Restauracje można spotkać dosłownie na każdym kroku. Idąc ulicą człowiek zaczyna się zastanawiać czy ilość restauracji nie przewyższa ilości mieszkańców miasta. Ono samo, pomimo bądź co bądź świąt Bożego Narodzenia, oraz zbliżającego się wielkimi krokami sylwestra, nie było szczególnie przystrojone. Najwidoczniej jedna ulica z wywieszonymi lampkami nad nią spokojnie mieszkańcom wystarczała do celebrowania tych dwóch ważnych świąt. #Dzień 2. - Bardzo głośna, czerwona wioska Jest dla miłośników motoryzacji tym, czym dla wielu religii jest Jerozolima, czym dla seksoholików ulica czerwonych latarni w Amsterdamie, tym czym dla dzieci Disneyland. Spełnieniem marzeń o mieście, w którym ryk potężnych silników jest słyszalny bez przerwy, gdzie zapach spalonej gumy czuć nawet przy silnym wietrze, a na samą myśl o tym co jeździ po ulicach tegoż miasta przechodzą ciarki po kręgosłupie. Maranello. Miasto, w którym główną siedzibę, fabrykę, muzeum i tor posiada firma Ferrari. Kiedy po powrocie do hotelu w Bolonii sprawdziłem mapę okazało się, że trasa przebiega blisko 30km od kolebki prędkości. Nie musiałem długo namawiać moich rodziców na zmianę planów, ponieważ doskonale wiedzieli, że złamaliby mi serce i zapewne część psychiki gdyby mimo gróźb dotyczących zamknięcia się w sobie na resztę życia ominęli to miasto. Kiedy tylko wjechaliśmy do Maranello, od razu dostrzegłem pomnik wierzgającego konia. Prancing Horse przywitał nas razem z przeszywającym całe ciało rykiem silnika V8, który właśnie nas wyprzedził. To było Ferrari 458 Italia. Zaraz potem pojawiło się Ferrari F12 Berlinetta. Mijaliśmy fabryki, minęliśmy główną siedzibę, aż dotarliśmy do muzeum. Po kupieniu niezbyt drogich biletów i ominięciu wszystkich stoisk z upominkami, koszulkami, kubkami, modelami samochodów, pokrowcami na kluczyki, portfelami, czapkami, zabawkami i pluszakami weszliśmy do środka. Pierwsze co ukazało się przede mną było Ferrari FXX K - potwór z silnikiem V12 o pojemności 6.3l, drugim silnikiem elektrycznym i łącznej mocy 1050KM. Najwyższy szczyt technologii na czterech kołach. Później było równie cudownie. Wszystkie modele Ferrari jakie kiedykolwiek powstały, a każde równie dobrze opisane. Oczywiście żadnych eksponatów nie można było dotykać, ale dało się podejść do nich tak blisko, że możnaby poczuć zapach skóry, którymi są ów wykończone. Jednak to co zdarzyło się po opuszczeniu muzeum pozostanie w mojej pamięci do końca życia. W muzeum w tamtym czasie pracowała Pani Polka. Po sześćdziesiątym dziewiątym -hehe- pytaniu, Pani Polka stwierdziła, że musi wracać do czyszczenia tych wspaniałych maszyn, które wg. niej były tylko samochodami. Mimo to dowiedziałem się bardzo ciekawej rzeczy, a mianowicie tego, że dookoła muzeum można zajść do jednej z wielu wypożyczalni i wykupić sobie przejazd wybranym modelem Ferrari. Moja głowa zaczęła w tym momencie pracować na równie wysokich obrotach co silniki w tychże cudeńkach, a skupienie na nowo wyznaczonym celu sięgnęło zenitu. Cel był prosty - przejechać się w Ferrari. Po tym jak opuściliśmy muzeum, skręciliśmy w prawo. Tam znaleźliśmy wypożyczalnię, a przy niej cennik. Kiedy zobaczyłem ile kosztuje przejazd, serce moje nagle stanęło w miejscu, ponieważ cała krew, którą pompuje ono do ciała, została skierowana do głowy, gdyż ta zaczęła kalkulacje. Po kalkulacjach rozpoczęła się wewnętrzna dyskusja, w której udział brały marzenia, emocje, roztropność i bezduszna świadomość małych zasobów pieniężnych. Dyskusja trwała krótko, ponieważ dwa pierwsze chwyciły w dłoń młotki i bezlitośnie zatłukły dwa drugie. Piętnaście cudownych i wyniosłych minut spędzonych w objęciach twardego zawieszenia, skórzanego obicia i wrzeszczącego do ucha ośmiocylindrowego serca kosztowało niecałe sto euro. Na moją kolej czekałem około godziny, ponieważ mimo końca roku, turystów chętnych skosztować rozkoszy z Czerwoną Diablicą nie brakowało. Kiedy nadeszła moja kolej, powoli zacząłem zbliżać się do swojej wybranki, do drzwi pasażera dokładniej. Wtedy właśnie przyszedł Pan Alfonso, który doprowadził mnie do stanu, w którym cała krew uciekła z mojego organizmu, paraliżując moje ciało i przetwarzając mnie na chwilę w warzywo. I wcale nie chodziło o to, że był przystojny, a ja z hetero stałem się homo. Pan Alfonso uświadomił mnie, że to ja poprowadzę Italię. Po zasiądzięciu na miejscu właściwym, ustawieniu fotela, lusterek oraz delikatnym schłodzeniu emocji, których temperatura równała się z temperaturą stopionej skały, zacząłem jazdę. Ze względu na szerokość Piekielnej Piękności wyjazd z parkingu nie zaliczał się do łatwych. Za to po opuszczeniu wyspy stojących piękności do wynajęcia (na których znalazło się nawet Lamborghini Huracan) doszedłem. Nie fizycznie, mentalnie. Osiągnąłem emocjonalny orgazm kiedy zacząłem krzyczeć, zgrywając ton swojego głosu z tonacją silnika kręconego w okolice 8000-9000 obrotów. Przez piętnaście minut czułem się jak Bóg prędkości, mimo tego, że ujeżdżana przeze mnie Dzika Bestia posiadała moc zmniejszoną do marnych 150KM. W sumie to dobrze, że do tylu ów zmniejszyli, ponieważ już widzę oczyma wyobraźni każdy jeden słup i dom w kolorze czerwonym gdyby tego nie zrobili. Po przejechaniu trasy, na której spotkałem inne czerwone Ferrari, z którym to, delikatnie rzecz ujmując troszkę przeczyściliśmy rury wydechowe z pajęczyn, wysiadłem z Italii tak podekscytowany, że gdyby stała obok mnie galareta to byłoby jej wstyd, że nie umie się tak telepać jak ja. Kolejne marzenie spełnione, chociaż na pewno kiedyś tam wrócę. A w kolejnej części artykułu poznacie Rzym oraz Watykan! Zapraszam do czekania!
  8. Zwolnienie (powyżej 3 dni nieobecności): Nick: @harry z tybetu Data: 15,01-21,01 Powód: sprawy rodzinne
  9. Nick: Harry z Tybetu Wiek: 25 Steam_ID: STEAM_0:1:84788260 Doświadczenie: Kiedyś byłem administratorem Znajomość AMXX(1-5) : 4 Link do Twojego gametracker'a: https://www.gametracker.com/player/Harry z Tybetu/bf2.pijemy-rozrabiamy.pl:27015/ Czy byłeś banowany na naszych serwerach?: Nie przypominam sobie Sprawny Mikrofon?: Tak Zapoznałeś się z obowiązującymi regulaminami?: Tak Osoby niepełniące rang na serwerze BF2, które wypowiadają się na temat danego kandydata mają obowiązek dodać do własnego postu link ze swoim GT z serwera.

×