Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki...
Szukaj wyników w...

moose`

Kobieta
  • Postów:

    19
  • Wpisów na Alkoboxie

    137
  • Rejestracja:

  • Ostatnio:

  • Wygrane dni

    1

moose` wygrał/a w ostatnim dniu 22 Październik 2016

moose` miał/a najbardziej lubianą zawartość!

Alkohol

56 Zaawansowany

O moose`

  • Tytuł:
    Łoś ♥
  • Urodziny: 28.10.1996

Informacje

  • Płeć:
    Kobieta
  • Gram na:
    Only DD2 #2

Ostatnio na profilu byli

720 wyświetleń profilu
  1. Moje, moje. Dziękuję Może coś nowego zacznę pisać to wstawię, bo do tej historii dawno straciłam wątek.
  2. Tekst jest niedokończony ale o to w nim chodzi. Sama nie wiem czemu, kobiety nie zrozumiesz xd Tekst ma ze 4 lata, więc obecny styl pisania nieco mi się zmienił. Wstawiam mimo wszystko. Praca dosyć długa więc dla ludzi, którzy lubią dużo czytać. Z góry przepraszam jeśli wystąpią jakieś błędy, jestem tylko człowiekiem. Czekam na szczere opinie. Bardzo podobało się jej we Włoszech. Mieszka tu już od pięciu lat, kiedy to jej mama- Polka, wyszła za mąż za bogatego faceta- Włocha. Sama do końca nie wie dlaczego ich życie się tak potoczyło. Tata po prostu zniknął, któregoś dnia z ich życia. Nigdy nie chcieli mówić z jakiego powodu. Z tatą miała jednak do tej pory bardzo dobry kontakt. Potrafili godzinami rozmawiać na skype. Nowy facet jej matki- Bob- był w porządku. Ale nigdy nie powiedziała do niego "tato", mimo jego nalegania. Rozpieszczał ją, tylko po to aby zyskać jej szacunek. Wszystko było zdecydowanie lepsze kiedy jej prawdziwy ojciec mieszkał z nimi. Włochy. Małe miasteczko Hilldown. Klimat był tu wyjątkowo magiczny. W górach pełno śniegu, w miasteczku zaś grzało słońce. Elleyna uwielbiała jeździć na snowboardzie. Uwielbiała stawać na szczycie trasy. Była tylko ona, deska, stok i czyste, słoneczne niebo. W takich chwilach zapominała o codziennych troskach, uporczywego życia nastolatki. Kiedy dowiedziała się o przeprowadzce wpadła w szał. Nagle wszystko, wbrew jej woli, miało ulec zmianie? Dlaczego ma kosztem własnego szczęścia, uszczęśliwiać na siłę swoją mamę i jej faceta, z którymi i tak nie miała nigdy dobrego kontaktu? Wszelkie próby podjęcia z nimi normalnej konwersacji, kończyły się awanturą. Miała zostawić wszystkich znajomych, których i tak nie ma zbyt wiele? Zawsze była typem samotnej, zdesperowanej nastolatki, która otaczała się tylko niewielką grupką zaufanych przyjaciół. Nie ingerowała nigdy w poznawanie nowych ludzi. Nie chodziła na domówki. Nie oglądała meczy na stadionie. Ludzie najzwyczajniej w świecie ją denerwowali. Może dlatego, że nie rozumieli co tak naprawdę czuje? Chociaż może to z tego powodu, że pół roku temu straciła najlepszego przyjaciela- Tobiego. Przyjaźnili się od dziecka. Kiedy dowiedzieli się, że Tobi ma białaczkę, świat obojga nastolatków uległ destrukcji. Otrząsnęła się po tym wydarzeniu szybko. Przyjaciel prosił ją o to aby zawsze chodziła uśmiechnięta, a przynajmniej nie tęskniła za nim. Ell starała się spełnić prośbę Tobiasza. Nie zawsze jednaj jej to wychodziło. Nie mogła uwierzyć w to, że go już nie ma. Przestała spotykać się ze znajomymi, opuszczała szkołę, miała problemy z używkami. Jej rodzice nie mogli sobie z nią poradzić. Dlatego właśnie ludzie z jej otoczenia postrzegali ją inaczej niż zwykle. Stała się zjawą, którą zauważało coraz mniej osób. Wbrew pozorom taki klimat jej odpowiadał. Robiła zwykle to na co miała ochotę i nikt nie zwracał na nią uwagi. Samotna, potrzebująca ciepła siedemnastolatka. Dzień przeprowadzki do nowego świata zbliżał się wielkimi krokami. Spakowała swoje ostatnie rzeczy i zaniosła je do wielkiej ciężarówki. Mieli ruszać jutro przed południem. Ell wybrała się po raz ostatni w góry aby pojeździć na desce. Zabrała z przedpokoju buty i snowboard. Przebrała się w narciarskie spodnie, zarzuciła na siebie kurtkę i zgarnęła z szafki google. Ruszyła leśną ścieżką. Nad nią rozciągało się bladobłękitne niebo. Po chwili zastanowienia, postanowiła udać się w miejsce, do którego zawsze chciała pójść. Często ta myśl jej towarzyszyła, jednak bała się tam pójść. Był to najwyższy punkt w tutejszych Alpach. Postanowiła zmierzyć się z tym, była to jedyna okazja aby to zrobić. Szanse, że wróci do tego miejsca, były znikome. Wyczerpana wędrówką pod naprawdę wielką górę, odetchnęła z ulgą. Kiedy stała na szczycie dreszcze przeszły jej przez całe ciało. Nigdy tak bardzo się nie bała. Jednak bez chwili namysłu, przypięła do nóg deskę i zaczęła zjeżdżać w dół. Z początku nie mogła opanować deski, jednak po paru metrach oswoiła się ze stokiem i zjechała po śnieżnobiałej tafli na sam dół. Zabrała deskę i wróciła do domu. Tak po prostu. Nazajutrz po śniadaniu, które spędzili w milczeniu, usiedli do samochodu i wyruszyli w drogę. Podróż mijała jej bardzo długo. Na szczęście miała ze sobą swojego laptopa i ulubioną grę- counter-strike. Z zasadzie było to jej uzależnienie. Gra, w którą grywają zwykle chłopcy dawała jej dużo satysfakcji. Głosy strzałów w słuchawkach pozwalały jej zagłuszyć słodkie słówka jej matki i ojczyma. Podróż minęła na szczęście bezboleśnie i w ciszy. Kiedy dotarli na miejsce wysiadła szybko z samochodu. Z muzyką w uszach powędrowała przed nowy dom. Był ogromny, wydawał się tak bardzo pusty i niezmiernie stary. Kręciły ją takie rzeczy. Pomyślała sobie, że może nie będzie tak źle, jak sądziła. Będzie tęsknić za górami i snowboardem, ale musi dać radę, aby nie zwariować do końca. Zapatrzona w monumentalną budowlę, usłyszała w oddali głos swojej mamy.- Ell może pomogłabyś nam z tymi rzeczami?- Rzuciła oschle jej matka, widocznie zmęczona podróżą. Co się dziwić, nawet ona miewa złe dni. Dziewczyna pomyślała tylko o tym, aby dali jej na razie spokój. Dopiero co pożegnała wszystko co miała. Nie zwróciwszy uwagi na prośbę matki, udała się za dom, gdzie mieścił się wielki ogród. Jej uwagę przykuł żywopłot, który przypominał labirynt. Udała się ku niemu. Krzaki były za bardzo zarośnięte aby przedostać się przez nie. Było w nich jednak coś magicznego, co powodowało, że chciała odkryć wszystkie jego tajemnice. Zafascynowana widokiem, udała się dalej, tym razem przez taras, do wnętrza domu. Widziała przez kolorową szybę Boba i swoją matkę- Klare. Nie ujrzała niczego co mogłoby ją zaskoczyć. Ci nieuleczalni romantycy znów to robią. Znów całują się jak gdyby mieli po siedemnaście lat. Przewróciła oczami i nie zwracając na nich uwagi, poszła na górę. Schody skrzypiały rytmicznie, pod jej czarnymi glanami. Trzymała się poręczy którą oblepił świeży kurz. Starała się omijać deski, które wyglądały jej podejrzanie. Dom miał tak zwane półpiętro. Weszła do pokoju na nim. Ujrzała pustą, dużą przestrzeń. Podłogi pokrywały stare panele, na ścianach jasna tapeta, w mało widoczne kwiaty. Po prawej stronie było wielkie lustro na pół ściany, a za nim mieściła się ogromna szafa na ubrania. Po lewej zaś znajdowało się okno z niskim parapetem i miękkim obiciem. Na suficie zauważyła haczyki. Od razu pomyślała o huśtawce. Zawsze marzyła o takiej szafie i miejscu gdzie mogłaby podziwiać w nocy gwiazdy. Huśtawka będzie miłym dodatkiem. Mogła wybrać dowolny pokój w domu, od razu wiedziała, że ten musi być jej. Spojrzała przez okno. Na przeciwko jej okna zauważyła inny dom. Stał tuż obok domu Elleyny. Okna pokoi, niemal zaglądały sobie na wzajem do wnętrza. Przez szparę między firankami dostrzegła małą dziewczynkę, przebraną za księżniczkę. Najwyraźniej była czymś podekscytowana, ponieważ skakała po całym pokoju jakby właśnie ktoś powiedział, że przyjedzie do niej Kopciuszek. Ell widziała ją kiedyś na fotografiach. Szybko uświadomiła sobie, że tam właśnie mieszkają znajomi rodziców. To oni polecili nowy dom. Rozglądając się dalej po oknach sąsiedniego domu dostrzegła w nim chłopaka. Jasnowłosy mężczyzna, o nieskazitelnej cerze, z ciemnymi oczami. Stał bez koszulki, a jego mięśnie mieniły się w słońcu. Wyglądał jak anioł, który właśnie zszedł z nieba. Miał tylko na sobie ciemne rurki. Chyba się przebierał, bo właśnie włożył na siebie biały t-shirt. Widziała go tak wyraźnie, jakby stał tuż obok niej. Po ciuchu sama do siebie wymamrotała- Rodzice nie wspominali że Państwo Langdon mają jeszcze jedno dziecko.- Na jej twarzy zrodził się lekki grymas, przez który zmarszczyła nos i przygryzła dolną wargę. Zaciekawił ją swoją osobą. Nagle z dołu usłyszała głos mamy.- Elleyna, zejdź na dół. Musisz wypakować jakąś sukienkę, idziemy na przyjęcie.- Pomyślała sobie, co ona im robiła, że całe życie musi robić to co oni chcą. Stanęła przed lustrem i spojrzała na siebie. Przecież miała na sobie ulubioną bluzkę i spódniczkę. Glany i czarne rajstopy podkreślały jej zgrabne nogi, które bardzo lubiła. Bluzka nieco zwisała na jej smukłej sylwetce, jednak nie miało to dla niej najmniejszego znaczenia. Analizując jeszcze raz słowa matki, odparła szybko stanowczym głosem, dając do zrozumienia, że i tak zrobi jak uważa.- Nie przebieram się, wyglądam ok.- Rzuciła jeszcze raz spojrzenie na odbicie w lustrze. Zeszła na dół. Nie dała po sobie poznać, że chciałaby już zobaczyć tego anioła z sąsiedniego domu. Kiedy zeszła na dół czekali już na nią mama i Bob. Wzięła z wieszaka czarny kapelusz, włożyła go na głowę i ruszyła za nimi. Gdy dotarli przed dom sąsiadów, rozległ się dźwięk dzwonka, serce automatycznie zaczęło jej bić mocniej. W głowię miała tylko ten widok ze swojego okna- przystojny blondyn o ciemnych tęczówkach. Kiedy drzwi się otworzyły jej oczom ukazał się ów chłopak. Otworzył drzwi i przywitał się z jej mamą i Bobem. Rodzice weszli do środka. Nagle jego wzrok skierował się na Ell. Czuła jak obserwuje ją i też jak ona, nie wie co zrobić. Tak, stał teraz przed nią. Dziewczyna posłała chłopakowi uśmiech, a na jej policzkach ukazały się urocze dołeczki. Te same, które chwilę później pojawiły się na twarzy chłopaka. W milczeniu weszła do środka. Ściągnęła kapelusz z głowy i udała się za przystojnym kolegą, do jadalni. Ich rodzice siedzieli już przy stole i śmiali się w najlepsze. Cała kolacja mijała według tego samego scenariusza. Nagle usłyszała głos Pana Langdona.- Elleyno, poznałaś już mojego syna Tate'a?- Skierował dłoń na chłopaka. W jej głowie roiło się tysiące myśli. Mało brakowało a wypowiedziała by słowa „Ten słodki anioł?, Nie, nie miałam okazji”. Zamiast tego szybko odparła.- Jeszcze nie mieliśmy się okazji poznać.- Przygryzła lekko dolną wargę i jej wzrok utkwił znów na Tate. Jej zagryzające się usta najwyraźniej dostrzegł chłopak, bo zacisnął pięści jakby mu się to bardzo spodobało.- Może byś zaprosił koleżankę do siebie? A my tu porozmawiamy na dorosłe tematy.- Ojciec Tate zaśmiał się i puścił oko do rodziców dziewczyny. Chłopak wstał i podał jej rękę. Bez wahania wstała i poszła za nim. Weszli po skrzypiących schodach na górę. Po chwili byli już w środku jego pokoju. Tate usiadł na łóżku, Ell rozglądała się po pokoju. Ciemne ściany, obwieszone plakatami rockowych zespołów, kontrastowały z śnieżnobiałymi firankami na oknie. Masa książek na półkach i kilkadziesiąt płyt zespołów, rozciągały się na ogromnej półce. Ku jej zdziwieniu zobaczyła również płyty kompozytorów takich jak Bach oraz Vivaldi. W rogu stała elektryczna gitara, a nad biurkiem wisiało zdjęcie jego młodszej siostry. Widać, że byli ze sobą bardzo zżyci. Na szafce nocnej leżały słuchawki i Ipod. A pod nimi zeszyt, który przykuł jej uwagę. Zamyślona nie usłyszała jak woła ją chłopak, aby usiadła. Otrząsnęła się i zajęła miejsce obok niego. Wydusiła z siebie tylko jedno zdanie.- Tajemniczy jesteś. Tutaj rock, a tam Vivaldi. Trudno będzie Cię rozgryźć.- Zaśmiała się cicho pod nosem. Na co chłopak odparł.- Gdybyś wiedziała jaki jestem, nie siedziałabyś tu ze mną.- Na twarzy dziewczyny pojawiło się widocznie zdziwienie. Masa myśli przeleciała jej przez głowę. Przestraszyła się trochę, jednak to zdanie sprawiło, że zaciekawiła się nim jeszcze bardziej. Bo głębokiej ciszy chłopak ponownie się do niej odezwał, kładąc się na łóżko i podpierając głowę o zgięte ręce.- Zagramy w prawdę? Chyba wiesz o co chodzi.- Odrzekła stanowczym głosem.- Tak, wiem. Czemu nie. Zaczynaj.- Chłopak bez wahania rzucił.- Dlaczego Twoja zagryzająca warga tak na mnie działa?. Ell raz jeszcze przygryzła wargę, zupełnie nieświadomie. Robiła tak gdy ktoś wzbudzał w niej emocje. Nie jakieś tam zwykłe emocje. Robiła tak, gdy ktoś się jej podobał. Usiadła pewniej na łóżko, obok chłopaka. Rozejrzała się po pokoju i spojrzała ponownie na Tate lekko zarumieniona.- Nie śmiej się, często tak robię. Sama nie wiem czemu.- Podniosła lekko prawy kącik ust i zmarszczyła nos.- Opowiesz mi coś o sobie?- Obróciła się po tych słowach przodem do niego i podparła nogi, podtrzymując je rękoma. Tate usiadł na przeciwko niej i zaczął bawić się skórzaną bransoletką na swojej ręce.- A co chciałabyś wiedzieć?- Spytał.- A co mogę wiedzieć?- Odparła szybko Ell, widząc, że nie lubi mówić o sobie. Uśmiechnęła się ponownie do niego, z lekką niepewnością na twarzy.- Mam osiemnaście lat. Mieszkam tu odkąd pamiętam. Nigdy nie byłem łatwym dzieckiem. Hmm.. Można powiedzieć, że były ze mną kłopoty. Tak czy inaczej, nie chce wracać do tego. - Złapał się na głowę i przetarł oczy, jakby coś ukrywał.- Jak zauważyłaś, słucham rocka i trochę klasyki. Wiem, kiepskie połączenie. Ale mam dwie strony, powiedzmy. Jesteś pierwszą dziewczyną, która weszła do mojego pokoju. Dziwnie mi.. Hmm.. Sama rozumiesz. - Zaśmiał się wskazując na płyty Vivialdiego na półce. Zaśmiał się ponownie i puścił jej oko. Ściągnął z siebie bluze i uchylił okno. Wrócił znów na łóżko tym razem dalej od niej. Nagle z dołu rozległ się głos Bob'a.- Elleyna schodź na dół, idziemy do domu.- Dziewczyna wstała i zaciągnęła na dłonie rękawy sweterka. Stanęła w progu i spojrzała na chłopaka zagryzając wargę. Obróciła się i zmierza w stronę schodów. Tate zatrzymał ją łapiąc za jej ramię. Obrócił ją i odgarnął włosy jej włosy za ucho. Ich wzroki na chwilę się spotkały. Przyglądali się swoim odbiciom w źrenicach. Tate położył dłoń na policzku Ell i przysunął się do niej. Drugą ręką odgarnął jej znów kosmyk niesfornych włosów. Pogładził ją palcem po policzku, którym zjechał na dół aż do jej ust.- Jest coś w Tobie. Hmm.. No coś takiego, że chciałbym Cię bliżej poznać. Zobaczymy się jeszcze?- Dziewczyna najwyraźniej zaskoczona otworzyła lekko usta i wydusiła z siebie.- Mam nadzieję, że tak.- Uśmiechnęła się, ściągnęła z policzka jego dłoń i zeszła w dół po schodach. Po chwili była już w domu, udała się do swojego pokoju. Niespodziewanie dostała sms "Dziękuje za ten wieczór-Tate". Ell uśmiechnęła się pod nosem, zastanawiając się skąd wziął jej numer. Nie przeszkadzało jej to dlatego szybko przestała o tym myśleć i odpisała "Ja też. Dobranoc Tate". Poszła szybko wziąć prysznic i wskoczyła do łóżka. Obudziła się rano. kolejny wakacyjny, słoneczny dzień. Ubrała się i postanowiła wybrać się na spacer po okolicy. Wyszła z domu biorąc ze sobą jabłko. Szła ulicą przed siebie. Trafiła do jakieś dziwnej dzielnicy. Wokół kręcili się podejrzani ludzie, czuła się jakby wzroki tych ludzi skierowane były na nią. Nagle zza roku usłyszała głos jakiegoś mężczyzny.- Zgubiłaś się królewno?- Postać wyłoniła się zza murku, a tuż za nią dwie inne.- Ja tylko.. Nie ważne.- Odwróciła wzrok i chciała odejść lecz nieznajomy pociągnął ją za rękaw i wyrwał z rąk torebkę.- No, zobaczmy co tam masz.- Kiedy chciał otworzyć zamek od torby, za plecami Elleyny pojawił się ktoś jeszcze. To był Tate, poznała go po głosie.- James, zostaw ją. Oddaj dziewczynie torebkę i zmiataj stąd...- Na co chłopak chłodnym głosem odpowiedział.- O proszę, mój stary przyjaciel. Tate, ile to już czasu minęło? Może towar?- Tate stał z miną jakby zaraz miał komuś przyłożyć.- Oddasz jej tą torebkę czy mam Ci pomóc?- James rzucił Ell jej własność i odchodząc dodał.- Jeszcze się policzymy Tate. A może powiesz koleżance jakie z Ciebie ziółko, hm? Uważaj na siebie i na nią. Idziemy chłopaki.- Szturchnął Tate'a w ramię i odszedł. Tate podszedł do dziewczyny i podał jej torbę, która spadła na ziemie. Dziewczyna rozkojarzona nie wiedziała co właśnie się stało. Czy ten chłopak właśnie im groził?- Kto o był? Skąd ich znasz?- Spojrzała w górę na twarz chłopaka. Była nadzwyczaj spokojna.- Banda palantów i nic więcej, nie przejmuj się. Później się z nimi policzę. Idziesz?- Chłopak wyciągnął rękę w jej stronę.- Dokąd?- Spytała niepewnie, wciąż zaskoczona całą sytuacją.- Zapraszam Cię na spacer. Zabiorę Cię w moje ulubione miejsce.- Dziewczyna po chwili namysłu zgodziła się i podała mu rękę. To dla niej nowość trzymam kogoś za dłoń. Może to dziwne, ale czuła się przy Tate bardzo bezpiecznie. Zna go od wczoraj a ma wrażenie jakby się znali całe życie. Bujając w obłokach szła obok niego od czasu do czasu upewniając się czy nadal jest obok niej. Nie wiedziała dokąd idzie i co może ją spotkać.
  3. Przeglądałam wczoraj połowę Twoich prac, dziś z przyjemnością zobaczyłam resztę. Jestem bardzo wybredna jeżeli chodzi o tą sferę, mimo że ja robię to tylko bo lubię i nie koniecznie mi wychodzi. Twoje prace jednak idealnie wpisują się w mój gust. Świetnie dobierasz kolory i w ciekawy sposób operujesz światłem w pracach. Najbardziej podoba mi się ten efekt poszarpanego zdjęcia, jeśli to nie tajemnica chętnie się tego od Ciebie nauczę.
  4. Jeeeej! Świetnie to wyszło. Dziękuje, że mogłam wziąć udział, polecam się na przyszłość
  5. Ja troszkę inaczej buduję, z tym że częściej gram nim na topie niż jg. Chwilę przed użyciem "e" używam "q". Poradnik z włożonym do niego sercem, plusik
  6. Upomnienie o odznaczenie/a: Czas rejestracji- 1 rok Link do tematu/dowodu, w którym jest informacja o uzyskaniu odznaczenia: https://pijemy-rozrabiamy.pl/profile/16849-elena/
  7. Dzięki za super zabawę Przesłuchałam nagranie i tak jak się obawiałam, jest opóźnienie. Dlatego chciałam puścić sama

×